U podnóża góry Kazbek

U podnóża góry Kazbek

with Brak komentarzy

Kazbegi a raczej Stepancmida jest ostatnim miasteczkiem położonym przy Gruzińskiej drodze wojennej. Zamieszkany przez niespełna 2000 mieszkańców, jest wioską z kilkoma nie zawsze asfaltowymi ulicami. Bez wyraźnego centrum i turystycznego „stylu”,  po destabilizacji kraju w 2008 roku znowu przyciąga podróżników, w dużej mierze Polaków. Wszystko to za sprawą swojego uprzywilejowanego położenia i widoku na Kazbek – czyli aktywny wulkan, a także trzeci najwyższy szczyt Gruzji.

W Kazbegi można spotkać dwie grupy podróżników, tych którzy traktują miasteczko jako bazę wypadową na Kazbek, a także drugą grupę, do której należałyśmy także my, które przyjechałyśmy sobie na ten 5-tysięcznik po prostu popatrzeć. Oprócz samej góry znajduje się tam wizytówka i miejsce kultu Gruzinów – monastyr Gergeti. Przez lata był niezamieszkały, ale od pewnego czasu przebywa tam ksiądz, który zgłosił się jako wolontariusz by zająć się świątynią pomimo tego, że dojazd do klasztoru w czasie zimy jest co najmniej utrudniony.
kosciol

Stopowanie w kierunku Kazbegi, obyło się bez problemów, mimo że za miasteczkiem jest już tylko Rosja, na żadne z aut nie trzeba było czekać zbyt długo. Nie miałyśmy pomysłu na nocleg, założyłyśmy, że podpytamy lokalnych mieszkańców i znajdziemy coś na miejscu. Nasz kierowca Zaza miał inny plan, w czasie jazdy obdzwonił pensjonaty i wynegocjował nam 20% niższą cene, jako, że sam jechał tam „w gości” nie mógł nas zabrać ze sobą, ale na kolacje byliśmy już umówieni.

W Gruzji jedzenie jest smaczne, ale ciężko powiedzieć, że zróżnicowane, ser jest składnikiem prawie wszystkich potraw, z warzyw można spodziewać się pomidorów, ogórków i grzybów w Khinkali, szaszłyk jako część mięsna i to by było na tyle. W Kazbegi zostałyśmy miło zaskoczone, jadłyśmy już wielokrotnie Imeruli, ale tutaj było przygotowane  specjalny w sposób, ciężki ser zmieszano  ze świeżo poszatkowanymi pokrzywami, co sprawiało, że posiłek nie wydawał się już tak ciężki i słony.

Następnego dnia, za sprawą celebrowania przyjaźni polsko-gruzińskiej nic nie mogło ruszyć Izy z łóżka, ja za to poirytowana brakiem wody (jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo normalne jest w tej części świata to, że woda znika na 12h) postanowiłam znaleźć bankomat, rozpuszczone europejską cywilizacją, nie przemyślałyśmy wyjazdu i wzięłyśmy zbyt mało pieniędzy.
Bankomatów w Kazbegi jest 3, jeden w centrum, który nie działał kiedy tam byłyśmy, kolejny  którego nie można znaleźć (podobno w jakimś urzędzie) i ostatni w hotelu na samym szczycie wzniesienia. Nie byłam nastroju na poranną wspinaczkę, ale brak wody i perspektywy śniadania, mnie dosyć skutecznie przekonał. Jak się później okazało, tylko ja miałam okazję zobaczyć Kazbeg, gdy Iza wstała był już za chmurami i tak przez resztę dnia i dzień następny :D

Około 13:00 zebrałyśmy się by zdobyć mniejszy szczyt. Na ten 2-tysięcznik prowadza dwie drogi, jedna typowo turystyczna a także szutrowa droga dla samochodów, która jest o około 2km dłuższa.  Kiedy po około 2 godzinach dotarłyśmy na szczyt, chmury wisiały nie mal nad nami, trochę zazdrościłam tym, którzy rozstawili tam dzień wcześniej namioty i mogli z tego miejsca oglądać zachód i wschód słońca. Stałyśmy chwilę podziwiając górskie szczyty… I samochody zaparkowane w bramie klasztoru. W Gruzji niestety jeszcze się nie dba o takie szczegóły.
panorama

Iza&Wiola
Follow Iza&Wiola:

Iza&Wiola
Latest posts from

Leave a Reply