Przyjedź do Kazachstanu, jest nieźle!

Przyjedź do Kazachstanu, jest nieźle!

with Brak komentarzy

Pierwszy dzień w Kazachstanie byłyśmy podekscytowane, wreszcie poczułyśmy się jak w Azji. Głównie dlatego, że zaraz po przyjeździe zostałyśmy poproszone o wspólne “selfie”. Trochę nie chciało nam się wierzyć ani innym podróżnikom narzekającym na stepy Kazachstanu, ani naszemu kierowcy, który ostrzegał nas przed niezbyt życzliwymi ludźmi. Chociaż większość ostrzeżeń okazała się zgodna z prawdą, to  jest coś, co sprawiło, że z Kazachstanu zabrałyśmy wiele dobrych wspomnień – Couchsurfing.

Naszą dobrą passę z kazachskim couchsurfingiem zaczęła Janna (czyt. Żana). Chociaż urodziła się na terenie Rosji to twierdzi, że czuje się prawdziwą Kazaszką i ma nadzieję, że pewnego dnia cała jej rodzina znowu zamieszka w kraju. To dzięki niej wciąż wierzymy w jakiekolwiek poczucie przynależności i patriotyzmu u Kazachów. Wielu z nich pomimo upadku ZSRR wciąż używa na co dzień języka rosyjskiego, a niektórzy nie znają nawet kazachskiego, pomimo tego, że czują się Kazachami. Nam, wychowanym w Polsce i uczącym się od dziecka polskiej historii, ciężko było zrozumieć taką postawę.

Kolejne miasto na naszej trasie to Bajkonur, można się do niego dostać na dwa sposoby. Pierwszy jest dość oficjalny, należy aplikować o wizę do Rosji, a następnie o specjalne pozwolenie na wizytę w rosyjskim mieście zbudowanym specjalnie dla pracowników kosmodronu na terenie Kazachstanu. O drugim sposobie na dostanie się do miasta dowiedziałyśmy się przez przypadek, czytając referencje naszego hosta, Ilii, na couchsurfingu. Nie miałyśmy pojęcia, że Bajkonur, miasto leżące na kazachskim stepie, należy do… Federacji Rosyjskiej. Mniej oficjalna droga do miasta wiedzie przez betonowy mur tworzący tzw. Miasto wydzielone.
Baikonur

Chociaż do mieszkania Illi dotarłyśmy dość późno, to nie przeszkodziło nam to wypić jeszcze kilku piw i porozmawiać z trzema nowo poznanymi Rosjanami i Kazachem. Vlad tak jak my był gościem Ilii i stopował z Rosji w kierunku Chin. Po krótkiej rozmowie okazało się, że już o sobie nawzajem słyszeliśmy i mamy kilku wspólnych znajomych z podróży, w końcu wszyscy wylądowaliśmy na tej samej podłodze w mieszkaniu Ilii. To Vlad pokazał nam co przegapiłyśmy tego wieczoru, pół godziny spóźnione na start statku kosmicznego z pobliskiego kosmodromu. Niby nic wielkiego, błękitny błysk przecinający niebo, a jednak robi wrażenie. Następnego dnia, jedyny Kazach wśród przyjaciół Ilii, Rzeka, postanowił zabrać nas na wycieczkę po Bajkonurze. Zobaczyłyśmy rzekę Syr Darię, wielki model rakiety, w której Jurij Gagarin poleciał w kosmos oraz jego pomnik i niezbyt spektakularne muzeum. Rano Ilia wywiózł nas za miasto, tak że step znów ciągnął się po horyzont i jedynym wyróżniającym się punktem był kosmodrom.

Wieczorem dotarłyśmy do Turkiestanu znanego głównie z imponującego mauzoleum Hodży Ahmada Jasawiego, tureckiego peoty i mistyka. Front budynku wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO pozostał niedokończony, brakuje także dwóch planowanych minaretów. Dopiero tylna ściana mauzoleum jest starannie ozdobiona drobną, błękitną mozaiką i złoceniami. Jest to najciekawszy obiekt architektoniczny jaki widziałyśmy w Kazachstanie. Cały dzień spędziłyśmy z naszym tureckim hostem i przewodnikiem, Çağlarem, który namówił nas na spróbowanie tradycyjnego kazachskiego kumysu, czyli sfermentowanego końskiego mleka. Nie posłuchałyśmy rad innych podróżników, bo przecież wszystkiego trzeba spróbować, ale teraz żałujemy i też nie polecamy. :)

Iza&Wiola
Follow Iza&Wiola:

Iza&Wiola
Latest posts from

Leave a Reply