Pekin

Pekin

with Brak komentarzy

Trzy dni przerwy między końcem jednego i początkiem drugiego kontraktu w Chinach było świetną okazją do zwiedzenia Pekinu. Szczególnie, że zbiegły się z Sylwestrem i Nowym Rokiem. Miałyśmy nadzieję na spotkanie innych obcokrajowców w stolicy na pożegnanie 2015 roku i spokojne zwiedzanie pierwszego dnia 2016. Chińczycy nie obchodzą w żaden szczególny sposób Nowego Roku, ale wciąż mają wtedy dzień wolny od pracy, więc miasto jest przyjemnie puste, jak na chińską rzeczywistość.

Nic lepiej nie zapowiadało naszego pobytu niż błękitne niebo nad Pekinem, nie widziałyśmy go od dwóch miesięcy. Od rana byłyśmy w hostelu, więc jeszcze przed rozpoczęciem sylwestrowych integracji postanowiłyśmy zwiedzić Zakazane Miasto. Na spacer po placu Tiananmen wybrałyśmy się z Emmą, która tak jak my uczyła angielskiego w Chinach i wspólnie mogłyśmy ponarzekać na codzienne problemy. Znany na całym świecie plac i Zakazane Miasto czyli cesarski pałac z wizerunkiem Mao Zedonga nie robi na żywo takiego wrażenia jak się spodziewałyśmy. Jak zawsze jedzenie zwyciężyło nad zwiedzaniem i przez pekińską kaczkę prawie nie zdążyłyśmy zobaczyć siedziby chińskich cesarzy. Mróz zmusił nas do zaopatrzenia się w rękawiczki i szybkiego powrotu do hostelu.

Specjalnie wybrałyśmy niezbyt spokojny hostel licząc na wieczorne spotkanie z obcokrajowcami i Saga Youth Hostel nas nie zawiódł. Mały bar na dole przyciągnął sporo ludzi i serwował smaczne jedzenie, więc nawet pojawił się pomysł wyjścia na miasto przed północą, ale szybko został porzucony na rzecz frytek z serem i bekonem, i piwa. Ser w Azji to w zasadzie produkt luksusowy, więc uwierzcie, było warto. Do rana rozmawiałyśmy z poznanymi w hostelu ludźmi, stęsknione za dłuższymi rozmowami po dwóch miesiącach w małym, bardzo chińskojęzycznym mieście.
Hutong

Plan na Nowy Rok obejmował zwiedzanie Muru Chińskiego, ale wiecie jak takie plany się kończą w dzień po Sylwestrze. Zdobyłyśmy się tylko na popołudniowe wyjście z hostelu i zwiedzenie pekińskich świątyń Lamy, Konfucjusza i Nieba. W świątyni Lamy duże wrażenie robi 18=metrowy, złoty Budda, wyrzeźbiony z jednego pnia sandałowca  i odwiedzający, którzy w większości nie są turystami, ale rzeczywiście przychodzą zapalić kadzidło w swoich intencjach i pomedytować. Świątynię Konfucjusza warto zobaczyć tylko dla otaczających ją hutongów, czyli tradycyjnych chińskich zabudowań i uśmiechu filozofa witającego zwiedzających z pomnika przed świątynią. Do Świątyni Nieba dotarłyśmy przed samym zmrokiem i widząc z daleka zarys budowli w typowo chińskich, szarych barwach, postanowiłyśmy wracać. Zrezygnowałyśmy z odwiedzenia Pałacu Letniego, bo jakiś zły człowiek napisał w Internecie, że warto tam pojechać tylko w lecie (jak nazwa wskazuje). I my leniwe uwierzyłyśmy, a potem wysłuchiwałyśmy opowieści Emmy o tym, jak świetnie było pojeździć na łyżwach po zamarzniętym jeziorze tuż przed pałacem. Wieczorem kontynuowałyśmy integrację z Emmą i Yoostem z Holandii, który podróżuje po świecie już od 10 lat i lekko nas zestresował z naszym planem powrotu do Polski jesienią.
Lama Temple

Ostatni dzień w Pekinie przeznaczyłyśmy na spacer po Murze Chińskim, wybrałyśmy odcinek w Badaling, do którego łatwo dostać się autobusem miejskim. Na wikitravel znalazłyśmy informację o tym, że warto pojechać tam pociągiem. Niestety nie wykupiłyśmy karty komunikacji miejskiej, z którą można wsiąść do pociągu bez kupowania dodatkowego biletu. Pierwszy pociąg odjeżdża o 9, a kasa biletowa jest czynna od 10, przy czym więcej rzeczy nie wiadomo niż wiadomo kiedy już się tam dotrze. Dlatego poddałyśmy się i postanowiłyśmy pojechać autobusem. Na miejscu czekał nas krótki spacer pod górę i wejście na mur. Gdy zobaczyłyśmy tłumy Chińczyków idące w prawo, bez zastanowienia skręciłyśmy w lewo i zwiedzałyśmy mniej uczęszczaną część muru. Wspinając się po naprawdę stromych schodach, nie czułyśmy już mrozu i cieszyłyśmy się z wyboru górskich butów. Kilka zdjęć i wracałyśmy do autobusu, bo już w Pekinie było zimno, a w Badaling termometry pokazywały 5 stopni mniej.

Po powrocie do miasta zdążyłyśmy jeszcze zobaczyć Strefę Sztuki 798, czyli artystyczna dzielnica Pekinu powstała w miejscu dawnej fabryki broni. Jest to jedno z najciekawszych miejsc w stolicy z licznymi galeriami sztuki, sklepikami z oryginalnymi przedmiotami i ubraniami. Moim zdaniem miejsce ma o wiele większy potencjał i w Europie na pewno byłoby popularnym miejscem spotkań, ale Chińczycy na razie nie potrafią zaadoptować surowej przestrzeni po fabrykach, no i między galeriami brakuje kilku klimatycznych kawiarni. Ale kawa w Chinach to już zupełnie inny problem.
798 Art District

Iza&Wiola
Follow Iza&Wiola:

Iza&Wiola
Latest posts from

Leave a Reply